Największe niewypały transferowe – Premier League.

carroll

Artykuł o ludziach, którzy chcą być jak najszybciej zapomniani w Hiszpanii, za to, że zmarnowano na nich fortunę, cieszył się sporą popularnością. Uzyskał aż jeden komentarz, co zmotywowało mnie do pociągnięcia tej serii i napisania o najgorszych transakcjach Premier League. Liga angielska jest mi o wiele bliższa. Zawodników, o których dzisiaj napiszę, oglądałem znacznie częściej, co było wątpliwą przyjemnością. W dzisiejszym artykule pojawi się również pięciu zawodników, których Brytyjczycy, bo nie jestem aż tak drastyczny, żeby napisać rodzice, będą pamiętać jako wpadki. Miałem problem z wybraniem ścisłej piątki, a chciałem ją wyznaczyć, żeby trzymać się w pewnych ryzach. Kilku zawodników, ku mojej rozpaczy nie znajdzie się w tym wpisie, ale jednego po prostu nie mogłem sobie darować. Massimo Taibi dostaje nagrodę specjalną dzisiejszego artykułu, jako ogromna wpadka, ale nie tak głośna jak inne. Włoch był bramkarzem United w erze między Schmeichelem a Van Der Sarem. Zapłacono za niego 4.5 miliona funtów. W 4 rozegranych meczach wpuścił 10 goli, w tym jeden żenujący, między nogami. Po tym niesamowitym epizodzie nazwano go Weneckim Ślepcem.

5. Robinho
Historia transferu Brazylijczyka do City jest przekomiczna. Real chciał sprzedać go do Chelsea. The Blues chcieli go kupić. On sam bardzo chciał ich szeregi zasilić. Ostatecznie kupiło go City. Logiczne, nieprawdaż? Robinho miał pecha. W tym samym czasie do Obywateli przyszedł nowy właściciel, który chciał zacząć swoje rządy z przysłowiowego, wysokiego C. Wyłożyli na stół 32.5 miliona funtów przebijając ofertę Chelsea. Robinho na pierwszym wywiadzie w nowym klubie powiedział, ze bardzo cieszy się z tego, że dołączył do Chelsea, po czym dopiero reporter poprawił go, że jest jednak piłkarzem City! Jak zrazić do siebie kibiców level: 80. Co więcej, Robinho zupełnie się tam nie odnalazł. W 41 meczach strzelił raptem 14 bramek i nie poprowadził Manchesteru City zupełnie do niczego, mimo że miał to zrobić. To miała być wielka transakcja na początek nowego Manchesteru. Pierwsze koty robaczywki.

4. Fernando Torres
Gdyby powstała organizacja zajmująca się przestrzeganiem praw siatek bramkowych, ich uczuciami i znęcaniem się nad nimi, Fernando Torres z pewnością byłby jej głównym ambasadorem. El Nino nie wsławił się pięknymi bramkami w Liverpoolu czy Atletico, a niesamowitymi pudłami w Chelsea, przede wszystkim tym w meczu z United. Jego kunszt można podziwiać w filmiku poniżej.  Rok przed tym nikt by nie pomyślał, że Torres będzie potrafił taką sytuację zmarnować. W końcu był super strzelcem The Reds. W 142 meczach zdobył dla nich 81 bramek, co jak na wyspy jest wynikiem wspaniałym. Pokusił się o niego Roman Abramowicz. Pod koniec stycznia 2011 wydał na niego 50 milionów funtów. Rezultaty? Torres strzelił pierwszą bramkę dopiero w 10 występie dla Chelsea w lidze, a do końca sezonu nie trafił już wcale. Obecnie, przy 134 rozegranych spotkaniach ma 35 zdobytych bramek. Mourinho wypowiedział się o nim niedawno. Stwierdził, że Hiszpan spłacił się tylko w połowie i to tylko dlatego, że strzelał bramki w bardzo ważnych meczach jak np. Finał LE czy półfinał Ligi Mistrzów z Barceloną.


3. Juan Sebastian Veron
Ciężko w to uwierzyć, ale trener, który ma na swoim koncie największy zysk za sprzedanie piłkarza, biorąc pod uwagę jego kwotę kupna, ma też na sumieniu taką pomyłkę. Mówię oczywiście o Alexie Fergusonie, który zarobił na Cristiano Ronaldo ponad 70 milionów euro. Ten sam człowiek kupił swego czasu Verona. Argentyńczyk kosztował 28 milionów funtów i miał być odświeżeniem linii pomocy, która od lat była oparta na kwartecie Giggs-Keane-Scholes-Beckham. Zamiast odświeżenia okazał się być straszną zgnilizną. Zagrał 51 meczy, w których zdobył 7 bramek. Wyraźnie nie wytrzymywał tempa i brutalności Premier League. Po pierwszym sezonie Ferguson nie chciał przyznać się do błędu. Na jednej z konferencji prasowych, kiedy reporter znów poruszył temat zmarnowanych na Verona pieniędzy, Szkot wybuchł: „Już z wami, kurwa, nie rozmawiam! Veron to zajebisty zawodnik. Jesteście pieprzonymi idiotami.” Na uwagę zasługuje bardzo umiejętne zastosowanie tak zwanego „polskiego przecinka”. Rok później Ferguson uświadomił sobie co zrobił i z pocałowaniem ręki oddał Argentyńczyka za 15 milionów.

2. Andrij Szewczenko
Legenda AC Milanu. Zdobywał w ich barwach Złotą Piłkę. Ikona Dynama Kijów. Niestety, w trzecim klubie jego kariery, nie udało mu się. Perypetie jego przenosin na Stamford Birdge są bardzo ciekawe. Szewa był znany jako przyjaciel Abramowicza. Roman kupił go za 46 milionów euro w 2006 roku. Niby wszystko pięknie, ale… wbrew woli trenera.  Mourinho upierał się, że Ukraińca nie chce. Twierdził, że Szewczenko się nie odnajdzie i przeciwstawiał się całemu zarządowi, który śpiewał jak im Abramowicz zagrał. Przez trzy lata bycia formalnym zawodnikiem Chelsea zagrał 48 spotkań i strzelił raptem 9 goli. Wynik nie do przyjęcia. Okazało się, że Jose miał rację. Zamiast zwrócenia honoru postawienia dobrego winka w ramach przeprosin, a najlepiej kupienia napastnika wedle jego woli, Abramowicz zwolnił go.

1. Andy Carroll
Po sprzedaniu Torresa, Liverpool musiał jakoś załatać po nim dziurę. Pieniążki po Hiszpanie zostały wykorzystane na najdroższego Angilka w historii, który jest również najgorszym  transferem Premier League od początku istnienia tej ligi. Carroll kosztował 35 milionów funtów, co czyni go droższym nawet od Beckhama.  W 44 spotkaniach dla The Reds zdobył tylko 9 bramek. Wydawało się, że jedyne co ten drewniany Anglik potrafi, to zgrywać piłki swoją kanciastą głową, choć i to nie zawsze mu wychodziło. 18 miesięcy po rekordowym transferze Liverpool miał go już serdecznie dość. Niestety, jeżeli do kogoś zwracali się z prośbą o kupno Carrolla, dostawali odpowiedź: „Jeżeli zaczniemy prowadzić tartak, to się odezwiemy”. Ostatecznie na wypożyczenie niechcianej wpadki zdecydował się West Ham. Po 24 meczach strzelił już dla nich 7 goli, czyli więcej niż dla Liverpoolu. Psycholodzy z całego świata uważają, że cudem jest to, że amerykańscy właściciele The Reds nie popadli w alkoholizm, nie wpadli w depresję lub po prostu nie skoczyli  z dachu Anfield na bramę stadionu z ostro zakończonymi kratami.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.